Cowboys & Aliens (2011)
Tytuł: Cowboys & Aliens (Kowboje i Obcy)
Produkcja: USA, 2011
Reżyser: Jon Favreau
W głównych rolach: Daniel Craig, Harrison Ford, Olivia Wilde
Rewolwerowiec dobry na wszystko
Znakomita sekwencja otwierająca najnowszy obraz Jona Favreau sprowadza wszystkich widzów na ziemię. Reżyser wydaje się mówić – mimo kiczowatego tytułu, który zachęcił was do przyjścia na seans, film jest „zrobiony” na serio. Bezbronny Jake Lonergan (Daniel Craig) bez problemu rozprawia się z trójką jeźdźców. Zaraz potem wybiera sobie za pomocą słuchu odpowiedni rewolwer, w końcu „każdy pistolet ma swój własny dźwięk”.

Twórca Iron Mana podąża ścieżką Sergio Leone i Sama Peckinpaha. Szeryf nie nosi białego kapelusza, kowboje są brudni, spoceni, zmęczeni, a przede wszystkim twardzi. Kobiety noszą brudne suknie, miasteczko jest opuszczone i nie rządzi w nim prawo, w dodatku barman jest ofermą. Główni bohaterowie filmu to mocne charaktery. Jake Lonergan, samotny rewolwerowiec znikąd, nie pamiętający przeszłości i Woodrow Dolarhyde, mający wszystkich mieszkańców bezimiennego miasteczka w garści. Daniel Craig wypada w swojej roli znakomicie. To jeden z najtwardszych rewolwerowców jakiego przyszło mi oglądać. Szalenie autentyczny w swoim wyobcowaniu i cierpieniu. Rewelacyjnie radzi sobie w starciach z przeciwnikami i w trudnych sytuacjach np. kiedy musi się wydostać z kajdan. Harrison Ford nie wypada gorzej. Woodrow w jego wykonaniu niczym nie przypomina pierwszej roli westernowej Forda w The Frisco Kid. To bohater zgorzkniały, uparty, zawiedziony rzeczywistością (tak z pewnością prezentowałby się Han Solo, rozczarowany postawą Rebelii po obaleniu Imperium).

Woodrow ma osobiste porachunki z Jakem, jednak tym razem muszą zjednoczyć siły przeciw kosmitom, którzy porywają mieszkańców miasteczka, w tym syna Dolarhyde’a. Zaczyna się wyścig z czasem i pogoń za obcymi. Trzeba przyznać, że kino dawno nie widziało tak złych kosmitów. Design obcych form życia nie jest zbyt efektowny, za to ich badania na ludziach są niezwykle przerażające. Miejscami przypominające eksperymenty na więźniach w obozach koncentracyjnych. Twórcy filmu doskonale operują sztafażem kina grozy. Nad bohaterami ciąży nieustanny nastrój nieznanego zagrożenia i tajemnicy.

Wszystko wydaje się podążać właściwym torem, bohaterów co rusz spotykają jakieś przygody, wątki się zazębiają, portrety psychologiczne rozrysowują, a końcówka jest trudna do przewidzenia. Niestety po raz kolejny Favreau nie radzi sobie ze zwieńczeniem filmu. Finał jest strasznie długi i rozwlekły. Napięcie spada niemalże do zera. Nie ma pomysłu jak rozegrać finałowy pojedynek między ludźmi a kosmitami. Przez to wychodzi dość pokracznie zmontowana walka między obcymi a oddziałem dowodzonym przez Dolarhyde’a. I choć nie brakuje tu ciekawych pojedynków i niestety wymuszonej dramaturgii, tempo filmu bardzo spada. Wątek Jake’a i Elli (Olivia Wild), którzy mają za zadanie rozprawić się z obcymi od wewnątrz również nie jest w stanie przynieść zbyt wiele satysfakcji.

Szkoda, że tak dobre i oryginalne kino nie doczekało się epickiego finału na miarę X-Men: First Class. Twórcy najzwyczajniej się pogubili. Dużo lepiej przedstawia się pierwsze i drugie spotkanie z obcymi. Koniec filmu nie musiał być tak spektakularny. Klaustrofobiczne ujęcie dzikiego zachodu dużo lepiej pasowało do tego obrazu. Unikalny klimat został poświęcony na rzecz efektów specjalnych. Te z kolei prezentują się naprawdę pięknie. Szczególnie pełny dynamiki ruch statków kosmicznych robi niezwykłe wrażenie.

Mimo mankamentu jakim jest finał tego obrazu, warto wybrać się na Kowboi i Obcych. To z pewnością jeden z najlepszych i najciekawszych filmów tego roku. Gdyby Favreau nie pogubił się pod koniec, zrezygnowałby z miejscami niepotrzebnego patosu i dołożył więcej brutalności z początkowych partii filmu wyszłoby mu arcydzieło. Tak się jednak nie stało.






Dawid Śmigielski







