Dawno, dawno temu, w 2001 roku, kiedy prawa filmowe do bohaterów komiksów Marvela rozsiane były po różnych wytwórniach, producent Kevin Feige spotykał się z Jossem Whedonem w sprawie kinowego Iron Mana. Już wtedy byli w Marvelu jego fanami i wierzyli, że to on jest odpowiednią osobą do opowiedzenia historii założenia The Avengers.
Joss Whedon zgodził się nakręcić The Avengers, bo już wcześniej zadbano o mądry casting. Według niego zatrudniono prawdziwych aktorów, których występy ludzie chcą oglądać, więc nie mogło zabraknąć spokojniejszych momentów. I to właśnie napięcie pomiędzy tymi scenami, a rozmachem filmu ma w końcowym rozrachunku sprawić, że będzie to produkcja niezwykle ekscytująca.
Natomiast etap kręcenia The Avengers przyrównuje z kręceniem internetowego musicalu (Dr. Horrible’s Sing-Along Blog), a przynajmniej jego pierwsze dwa tygodnie. Napięte terminarze, niegotowe plany zdjęciowe i poprawianie scenariusza na bieżąco. W pewnym momencie Whedon niemal jednocześnie pisał, kręcił i montował film, ponieważ musiał mieć pewne sekwencje gotowe wcześniej, aby można było rozpocząć pracę nad efektami specjalnymi. Przez siedem miesięcy (z czego zdjęcia do filmu trwały 93 dni) reżyser był w kiepskim nastroju – praktycznie jak tylko zgodził się zaangażować w The Avengers zaczął spać zaledwie po 4-6 godzin dziennie.










Po 5 lub 6 godzin ja też sypiam
.
Komiksowy Astronishing X-Men wyszedł mu dobrze więc czekam na Avengers.
To źle wróży. ;]