Serial: The Walking DeadSezon: 2
Odcinek: 2×03
Tytuł: Save the Last One
Data emisji USA: 30 października 2011
Stacja TV: AMC
Scenariusz: Scott M. Gimple
Reżyseria: Phil Abraham
Save the Last One
Przy recenzji poprzedniego epizodu strasznie narzekałem na sytuację, w której wydarzenia praktycznie nie posuwają się do przodu, ale lawirują w miejscu. W Save the Last One jest jeszcze gorzej – nie dość, że dalej nie dzieje się praktycznie nic, co miałoby istotny wpływ na fabułę, to jeszcze twórcy raczą nas średnio interesującymi scenkami.
Kluczowym aspektem Save the Last One są wybory, które zadecydują o tym, czy Carl przeżyje. Ten Ricka i Lori jest melodramatycznie nudny i chyba jednak niepotrzebnie podkreślony, natomiast wybór Shane’a jest po stokroć dramatyczniejszy, chociaż byłoby jeszcze lepiej, gdyby chodziło o kogoś innego, bo w końcowym rozrachunku “wydarzenie odcinka” jest przewidywalne. Generalnie jednak sytuacja z wyborami na plus, bo w końcu powoli nasi bohaterowie dostają wiadomość listem poleconym, że w świecie opanowanym przez zombie reguły gry ciutkę się zmieniły.
Większość odcinka to smuty związane z ciężkim stanem Carla, i kłopotami Shane’a i Otisa ze szwendaczami, ale od czasu do czasu odwiedzamy także pozostałą ekipę. Sceny z Andreą, Dalem, Darylem i Carol są niemiłosiernymi zapychaczami (chociaż spotkanie z poetą okazało się całkiem niezłe), których równie dobrze mogło nie być. Jedyne interesujące szczegóły z tych fragmentów dotyczą historii Daryla i znowu nawiązania do finału pierwszego sezonu, gdy Dale powstrzymał Andreę od popełnienia samobójstwa.
Miło, że kiełkują relacje znane z komiksów, w tym przypadku Glenna i Maggie, ale brakuje w tym jakiejś ikry, chemii i najwyraźniej pomysłu na to co zrobić by odcinek nie trwał 20 minut, tylko 40. Z jednej strony niezwykle ważne jest to, iż twórcy próbują rozwijać drugoplanowe postacie, ale nie robią tego w zbyt fascynujący sposób.
Największą zaletą odcinka jest jego konstrukcja – już pierwsze minuty wprowadzają zamieszanie, które daje sporo do myślenia. Wielkim plusem jest także zakończenie, raz jeszcze podkreślające, że w sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie nie ma dobrych decyzji. Są tylko złe i jeszcze gorsze.






Rządkowski Marcin









