Wieki temu Joss Whedon miał stworzyć kinowy film o Wonder Woman. Wyszło jak zawsze, czyli nie wyszło. Teraz może tylko cieszyć się The Avengers, a Wonder Woman zaledwie wspominać. Wonder Woman, która według niego miała być trochę jak Angelina Jolie – podróżować po świecie, przyglądać się ludziom mordującym się nawzajem, pozwalającym innym głodować, a jej reakcja brzmiałby mniej więcej tak: “Nie widzę w tym żadnego sensu, nie rozumiem tego, ludzie są szaleni”. Dla boskiej postaci Diany romans ze Stevem [Trevorem] miał dać jej możliwość poczuć jak to nie jest być boginią, kiedy jest się słabym, różne siły cię kontrolują i nic nie można z tym zrobić. Steve miał uczyć jej człowieczeństwa, a ona wierzyć, że stać ich na więcej. Czyli w dużym skrócie Wonder Woman bardziej jako czuła na punkcie niedoli innych wolontariuszka, aniżeli wojownicza księżniczka.
Źródło: Vulture










Mi by się takie podejście podobało