The Walking Dead 2×01 – What Lies Ahead

Serial: The Walking Dead
Sezon: 2
Odcinek: 2×01
Tytuł: What Lies Ahead
Data emisji USA: 16 października 2011
Stacja TV: AMC
Scenariusz: Ardeth Bey i Robert Kirkman
Reżyseria: Ernest Dickerson i Gwyneth Horder-Payton

What Lies Ahead

Szmat czasu przyszło nam poczekać na nowe odcinki The Walking Dead. Pierwszy sezon zaczął się od mocnego uderzenia, ale im dalej w las, tym seria coraz bardziej dołowała. Czy twórcom udało się wyjść z tej jakościowej apatii i zafundować nam w końcu serial z najwyższej półki, do czego Żywe Trupy aspirują?

Drugi sezon zaczyna się przyjemnie – Rick Grimes przez policyjną krótkofalówkę nadal próbuje skontaktować się z Morganem, co pozwala nam na przypomnienie sobie aktualnej sytuacji ocalałych po zombie-apokalipsie. Ten krótki wstęp z jeszcze bardziej klimatyczną muzyką Beara McCreary’ego niż dotychczas, poprawnie rozpoczyna dalszą podróż Ricka i spółki, którzy decydują się wyjechać z Atlanty. Dość szybko czekają ich pierwsze przeszkody – bajzel na drodze międzystanowej i drobna usterka samochodu turystycznego Dale’a.

Długo nie trzeba czekać na pojawienie się żywych trupów – choć umarlaki do najszybszych nie należą, to zwłaszcza w grupie potrafią być śmiertelnie niebezpieczni, co oczywiście jest oczywistą oczywistością. A na horyzoncie pojawia się ich całe stado. Co robią bohaterowie? Chowają się pod samochody i truposze przechodzą obok nich jak gdyby nigdy nic. Co z tego, że w pierwszym sezonie Rick i Glenn musieli pomazać się wnętrznościami zombie, żeby ukryć swój zapach i przejść obok chodzących trupów niepostrzeżenie. Choć T-Dog i Daryl w pewnym momencie zmuszeni są przykryć się trupami, to wciąż szwankuje motyw z chowaniem się pod samochodami.

Ale też krycie się przed zombie to jeden z kilku świetnych momentów pełnych napięcia. Tego często brakowało pod koniec pierwszego sezonu, gdy i żywe trupy pojawiały się tylko z rzadka. W What Lies Ahead mamy nie tylko hardcore’owo-obleśne sytuacje (jak przeszukiwanie żołądka zombiaka), ale właśnie przede wszystkim chwile grozy. Z czasem straszniejsza atmosfera się ulatnia, a robi się typowo slasherowo, gdy nasza dzielna ekipa tępi zło w opuszczonym kościele (zresztą taki budynek świetnie nadawałby się właśnie do jakiejś strasznej sceny, więc i tu potencjał nie został wykorzystany).

Na chwilę wrócę do fabuły, bo w pewnym momencie znika córka Carol, Sophia. Wkrótce rozpoczynają się jej poszukiwania i dochodzi do kilku niesnasek pomiędzy bohaterami, przede wszystkim matka dziewczynki o jej zaginięcie obwinia Ricka. Tak jak w pierwszym sezonie, tak i teraz scenarzyści świetnie radzą sobie z relacjami pomiędzy ocalałymi, i w ten sposób nie brakuje napięć między Lori a Shanem, czy Andreą a Dalem. Już bezwzględnie na moją ulubioną postać wyrasta Andrea w wykonaniu Laurie Holden. To żywa, pełna emocji i niejednoznaczności osoba, a nie jednowymiarowa lalka. Największe wrażenie wywarły na mnie następstwa tego jak Dale “uratował” Andreę przed samobójstwem w finale zeszłego sezonu.

Nie mogę tego samego powiedzieć o T-Dogu, który zdaje się być jeszcze bardziej niezdarny niż w roku ubiegłym. Trudno mi zrozumieć w ogóle powody, dla których ta postać została stworzona na potrzeby serialu, ale w epizodzie What Lies Ahead sam sobie robi krzywdę. Bez pomocy zombie, rzecz jasna. Ta niezdarność i zerowy wkład w fabułę może są specjalnie przemyślane? Bo niemal od początku wydaje się, że T-Dog lada moment zginie, a jednak dziwnym trafem uśmiercić go nikt nie chce.

O ile dialogi, pewne sytuacje naprawdę dają radę, to jednak trudno nie odczuć wrażenia, że scenarzyści (w tym Robert Kirkman) trochę lakonicznie podeszli do swojej pracy. Leśne przechadzki bohatery podobały mi się, ale nie brakowało irytujących sytuacji. Przykład – Daryl i Rick tropią Sophię, w końcu ślad się urywa, a Daryl oznajmia, że poszła tędy (wskazując przed siebie). Jego towarzysz pyta się skąd to wie, a w odpowiedzi słyszy pytanie retoryczne, czy woli dalej szukać dziewczynki czy posłuchać wykładu. Toż to zwykłe pójście na łatwiznę i nic więcej. Równie wkurzająca scena przedstawia Ricka głośno modlącego się w kościele. Znowu typowo hollywoodzkie (i niesamowicie mdłe) zagranie.

Jednak najbardziej boli brak scen choćby ocierających się o kult. Tak, mamy przyzwoity cliffhanger, który jednak dla fanów komiksu nie będzie wielką niespodzianką, ale generalnie o większości motywów pewnie szybko zapomnę. Co jednak nie oznacza, że jest źle – What Lies Ahead to udany epizod, udowadniający spory potencjał The Walking Dead. Ocena być może trochę na wyrost, bo człowiek się trochę stęsknił za serialem ze szwendaczami, ale i nadzieja na udany drugi sezon.

★★★★☆☆

Rządkowski Marcin


  • Facebook
  • Blip
  • Gadu Gadu
  • Grono
  • Wykop.pl
  • Nasza Klasa
  • Twitter
  • My Space
  • Del.ici.ous

Brak Komentarzy

Dodaj swoją opinię

Odpowiedz

Załóż konto, żeby nie podawać swoich danych za każdym razem. Zalogowani użytkownicy nie muszą też czekać na akceptację komentarza przez moderatora.