Legendarni twórcy: Frank Miller

Niewielu jest twórców komiksowych kojarzonych nie tylko przez czytelników historii obrazkowych. Jedną z takich postaci jest Frank Miller – scenarzysta, rysownik, producent, a nawet reżyser. Człowiek, którego twórczość zmieniła amerykański przemysł komiksowy i los superbohaterów. Autor komiksów będących dzisiaj jednymi z najczęstszych źródeł adaptacji, a także osoba, która zdołała pokazać, że można działać i w przemyśle komiksowym, i w filmowym. Premiera Batman: Year One to dobry moment na przybliżenie kariery i losów Franka Millera.

Wielokrotny zdobywca przeróżnych nagród urodził się w Olney stanu Maryland w 1957 roku. Wychował się w innym stanie wschodniego wybrzeża USA – Vermont. Mieszkał także w Nowym Jorku i Los Angeles, co odcisnęło się na jego twórczość. Lata spędzone w Mieście Aniołów wpłynęły na historie z serii Sin City, natomiast mieszkając w Hell’s Kitchen, Miller musiał dołożyć własną cegiełkę do obrazu Daredevila. Nie bez znaczenia było też wychowanie go jako irlandzkiego katolika.

W wieku 13 lat uważał, że tylko dwóch artystów utrzymywało komiksy przy życiu – Neal Adams i Jim Steranko. Ale wtedy dostał w swoje ręce dzieło, które odcisnęło na nim ogromne piętno – The Spirit autorstwa Willa Eisnera. W trakcie swojej kariery Miller wielokrotnie powtarzał, że jeżeli od kogoś ściąga, to od najlepszych, a w domyśle chodzi mu przede wszystkim o Eisnera. Ale zanim udało mu się stworzyć własny komiks w stylu noir, w 1976 roku zawitał do Nowego Jorku, odnalazł w książce telefonicznej numer Neala Adamsa (tak, wtedy było to tak proste) i wkrótce się z nim spotkał.

Początkowo Adams nie był przekonany do 19-letniego Millera, ale znalazł mu pierwszą robotę w 1978 roku – rysunki do licencjonowanego komiksu na podstawie serialu The Twilight Zone. Później czekało go kilka pomniejszych zadań w DC Comics, aż zakotwiczył w Marvelu, dla którego narysował kilka historii z udziałem Johna Cartera. Szybko stał się zadaniowcem i w jego CV znalazły się m.in. dwa numery Peter Parker, the Spectacular Spider-Man, gdzie zapoznał się z postacią Daredevila. Dostrzegł w niej potencjał i poprosił redaktora naczelnego Marvel Comics, Jima Shootera, o przydział do serii komiksowej ze “Śmiałkiem”.

Co ciekawe, Frank Miller dzisiaj uwielbia superbohaterów, ale na początku swojej kariery chciał tworzyć kryminały, jednak wtedy nie miał na to szans – wydawcy publikowali przede wszystkim historie z panami w obcisłych trykotach. Miller musiał się przystosować albo zrezygnować. Wybrał to pierwsze, a Daredevil okazał się perfekcyjnym wyborem – pozwolił mu na stworzenie historii kryminalnych, których bohaterem była postać o ponadprzeciętnych zdolnościach. Podobnie jak Eisner, który zadowolił wydawcę zakładając maskę na twarz Denny’ego Colta w The Spirit, tak Miller zanim dał światu Sin City, w kryminalne przygody uwikłał niewidomego Matta Murdocka.

Przygodę z Człowiekiem bez Strachu wybitny artysta rozpoczął od rysunków w Daredevil #158, ale wkrótce tworzył fabuły kolejnych numerów wraz ze scenarzystą Rogerem McKenzie. Choć już pierwszy narysowany przez niego zeszyt z przygodami Daredevila przyniósł sukces, Miller wciąż pracował nad udoskonalaniem swojego stylu. A Daredevil stał się na tyle popularny, że w 1981 roku stał się miesięcznikiem, a Miller przejął rolę scenarzysty. Run Franka potrwał mniej więcej dwa lata do numeru #191. W latach późniejszych artysta powracał do postaci Daredevila, przede wszystkim za sprawą Born Again we współpracy z rysownikiem Davidem Mazzucchelli, które ma być fundamentem nowego filmu z Człowiekiem bez Strachu.

Nowy Jork za czasów twórcy Sin City i 300 stał się dużo mroczniejszym miejscem niż choćby w komiksach ze Spider-Manem, społeczność dzielnicy Hell’s Kitchen zaczęła odgrywać coraz ważniejszą rolę, a zamiast mało interesujących złoczyńców jak Leap-Frog czy Stilt Man, głównymi rywalami Człowieka bez Strachu zostali Kingpin i Bullseye. To również Miller stworzył postać Elektry, nowej-starej miłości Daredevila, wynosząc ją do panteonu postaci ze świata Marvela, a następnie uśmiercając ją. Choć została ona później “wskrzeszona” przez wydawcę, to Frank Miller do dzisiaj twierdzi, że Elektra nie żyje.

W tamtym okresie dla Marvela Miller wraz z Chrisem Claremontem stworzyli miniserię Wolverine, której akcja rozgrywała się w Japonii i dzisiaj służy za główną inspirację filmowego projektu znanego jako The Wolverine. Fascynacja Krajem Kwitnącej Wiśni i samurajami przełożyła się także na pierwsze autorskie dzieło Millera – Ronin. Początkowo miał on zostać wydany przez Marvel, ale z różnych względów, m.in. swobody twórczej, Miller postawił na DC. W Roninie bez trudu można dostrzec inspiracje japońskimi i europejskimi komiksami, do których został przekonany przez swoją dziewczynę Laurie Sutton, a także Walta Simonsona i Howarda Chaykina.

W 1986 roku ukazał się komiks, który odświeżył postać Batmana i wraz z Watchmen zrewolucjonizował rynek historii obrazkowych. Batman: The Dark Knight Returns dało nowy początek dojrzalszym historiom z mroczniejszymi bohaterami. Tak jak Watchmen, komiks Millera dotykał nie tylko typowych dla superbohaterów dylematów związanych ze złoczyńcami, ale nie uniknął również kwestii politycznych. Stary i zgorzkniały Batman do dzisiaj uważany jest za jedną z najlepszych wersji Mrocznego Rycerza, a wkrótce powinniśmy zobaczyć go na ekranach naszych telewizorów za sprawą filmu animowanego na podstawie The Dark Knight Returns.

Dla wielu The Dark Knight Returns nie da się zaprezentować w filmie aktorskim i dlatego animacja może być najlepszym wyborem. Inaczej jest z Batman: Year One, który doczekał się animowanej adaptacji, ale podejmowano także próby jego ekranizacji na wielkim ekranie. Komiks stworzony tak jak Born Again wraz z Davidem Mazzucchelli, najpierw wydany został na łamach regularnej serii Batman. Na nowo opowiedział genezę Mrocznego Rycerza, tym razem przedstawiając bardziej naturalistyczną historię w mroczniejszym Gotham. To właśnie to dzieło byłą jedną z głównych inspiracji, którymi kierowali się Christopher Nolan i David S. Goyer tworząc Batman Begins.

Lata 90-te były dla współtwórcy Year One niezwykle owocne. Napisał wiele tytułów dla dojrzałego czytelnika, które zdobyły uznanie i ugruntowały pozycję Millera. W ten sposób narodziły się m.in. Hard Boiled i Give Me Liberty. Ten drugi tytuł zapoczątkował komiksowe losy Marthy Washington, kontynuowane w kilku późniejszych pozycjach. W 1991 roku rozpoczął prace nad komiksem, o którym marzył od dawien dawna – kryminału w klimacie noir. Czarno-białe historie z miasta grzechu – Sin City – ukazywały się do 2000 roku i stały się tematem pierwszej kinowej adaptacji komiksu Millera.

Pierwsze kroki Millera w Hollywood okazały się niewypałem. Po sukcesie swoich komiksów, otrzymał szansę w przemyśle filmowym i pewnie myślał, że bezproblemowo sobie w nim poradzi. Tak się nie stało – napisał scenariusze dwóch sequeli RoboCopa, ale zniechęcił się do Hollywood, gdy kolejne poprawki zmieniły całkowicie pierwotny tekst, a efekt końcowy okazał się niezadowalający. Ponowna przygoda z Hollywood nastąpiła kilkanaście lat później, kiedy do adaptacji Sin City przekonał go twórca Desperado, Robert Rodriguez.

Co przekonało Millera do zmiany zdania i pozwolenia na adaptację Sin City? Rodriguez przygotował klip na podstawie 3-stronicowej historii The Customer is Always Right, w którym wystąpił Josh Hartnett. Kręcąc na tle green screenu i cyfrowo dodając tła, przy okazji podkręcając kontrast, Rodriguez zdołał odwzorować atmosferę komiksowego Sin City i tym samym zyskując uznanie i błogosławienie Franka Millera. Obaj panowie zaczęli się dogadywać na tyle dobrze, że podzieli się obowiązkami przy kręceniu adaptacji Sin City.

Choć od technicznego i warsztatowego punktu widzenia główną rolę w tym zespole odgrywał Rodriguez, to Miller jako znawca komiksowego pierwowzoru znał odpowiedź na każde pytanie aktora i zawsze był w stanie pomóc w kwestiach związanych choćby z motywacjami bohaterów. Jednak po zakończeniu prac nad filmem Rodriguez musiał zrezygnować z członkostwa w Związku Reżyserów, żeby wraz Millerem zostali uznani za współreżyserów Sin City.

Sin City rozpoczęło na dobre przygodę Millera z Hollywood – w dwa lata po jego premierze, doczekaliśmy się w kinach innej adaptacji komiksu Millera – 300. Autor powieści graficznej z 1998 roku był jednym z producentów wykonawczych filmu Zacka Snydera i do dzisiaj bardzo sobie chwali współpracę z reżyserem ekranizacji Watchmen. 300 osiągnęło komercyjny sukces i potwierdziło słowa tych, którzy twierdzili, iż komiksy Millera jak żadne inne nadają się do przenoszenia na wielki ekran.

Jednak Millerowi było mało i poproszony przez producenta Michaela Uslana postanowił oddać hołd zmarłemu w 2005 roku Willowi Eisnerowi, przedstawiając na wielkim ekranie przygody zamaskowanego Spirita. Eisner był nie tylko idolem Millera, ale także jego mentorem i przyjacielem. Dlatego być może mieszkaniec Nowego Jorku był za bardzo emocjonalnie wciągnięty w ten projekt, co poskutkowało nie najlepszym efektem końcowym. The Spirit to pierwszy film w całości nakręcony przez Millera. Zdecydował on o zmianie wielu elementów znanych z komiksu Eisnera, jak choćby niebieski garnitur bohatera, próbując jednak zachować klimat oryginału. Film nie cieszył się większym zainteresowaniem widzów, a krytycy bardzo ostro przejechali się po doświadczonym twórcy komiksów.

Ale Frank Miller w Hollywood to nie tylko scenarzysta, producent i reżyser. To także aktor, choć jego role ograniczyły się do występów gościnnych, tzw. cameo. W RoboCopie 2 zagrał Franka Chemika, w Daredevilu przyszło mu wcielić się w zwłoki człowieka ukatrupionego przez Bullseye’a (“Człowiek z Długopisem w Głowie”), w Sin City odegrał rolę księdza zamordowanego w konfesjonale, natomiast w The Spirit jego głową rzuca Samuel L. Jackson w kierunku głównego bohatera.

Być może najlepsze lata twórczości Frank Miller ma już za sobą, co potwierdzają m.in. w dużej mierze negatywne recenzje jego najnowszego komiksu – Holy Terror. Ale Miller jest legendą, więc oczekuje się od niego tego co najlepsze i chłodne przyjęcie jego komiksu po części wynika również z rozczarowania. I miejmy nadzieję, że jeszcze wiele dobrego zadzieje się w komiksie i kinie dzięki Frankowi Millerowi.


  • Facebook
  • Blip
  • Gadu Gadu
  • Grono
  • Wykop.pl
  • Nasza Klasa
  • Twitter
  • My Space
  • Del.ici.ous

Brak Komentarzy

Dodaj swoją opinię

Odpowiedz

Załóż konto, żeby nie podawać swoich danych za każdym razem. Zalogowani użytkownicy nie muszą też czekać na akceptację komentarza przez moderatora.