Tytuł: Batman: Year One (Batman: Rok pierwszy)Produkcja: USA, 2011 r.
Reżyser: Sam Liu i Lauren Montgomery
W głównych rolach: Benjamin McKenzie, Bryan Cranston, Eliza Dushku, Alex Rocco
Spore nadzieje wiązałem z adaptacją Batman: Year One, który bezwzględnie należy do moich ulubionych historii komiksowych z Rycerzem Gotham. W przypadku poprzednich filmów z serii DC Universe Animated Original Movies różnie bywało z wiernym odtworzeniem komiksowych pierwowzorów, ale w przypadku Roku pierwszego twórcy od początku zapewniali o adaptacji niemal panel po panelu, dialog po dialogu. Teraz tylko zastanawiam się czy to przypadkiem nie zabiło filmowej wersji Year One.

Komiksowe Year One nie tylko przedstawiało pierwsze kroki Bruce’a Wayne’a jako Batmana, początek jego relacji z Gordonem, czy w końcu dotykało poważnych, dojrzałych kwestii. Głównym atutem komiksu napisanego przez Franka Millera była narracja dwójki bohaterów – właśnie Batmana i Gordona. Film w reżyserii Sama Liu i Lauren Montgomery dał sobie radę z odtworzeniem historii, która wciąga niezwykle mocno, ale całość jest mocno chaotyczna, właśnie przez narrację. Przede wszystkim na ekranie zupełnie nie sprawdza się konstrukcja komiksu. Bo Year One zgodnie z tytułem przedstawia poszczególne dni z pierwszego roku działalności Batmana. Tak więc mamy na przykład dzień 1 kwietnia, przedstawiony na trzech panelach i następnie przejście do 6 kwietnia. To samo w filmie, przy dużo szybszym tempie prowadzenia akcji, tylko przeszkadza w odbiorze. Trzeba było zwolnić odrobinę tempo i wnieść do filmu więcej tekstów narracyjnych Batmana i Gordona, których zdaje się było za mało. A tak całość trwa około 60 minut i dla osób niezaznajomionych z komiksem lub samymi bohaterami, może być nieprzyjazna.

Na szczęście drugi atut w stosunku do komiksu pozostał bez zmian – Gordon na pierwszym planie. Miller najwyraźniej doszedł do wniosku, że ciężko czytelnikom będzie identyfikować się z Batmanem, tym samym wzmacniając rolę bardziej ludzkiego Gordona, wyidealizowany jako jeden z nielicznych uczciwych gliniarzy, w filmie dodatkowo w oczy rzuca się łatwość z jaką radzi sobie w sytuacjach ekstremalnych – czy to w starciu z Flassem, czy to za kółkiem samochodu. Z drugiej jednak strony, jest to człowiek zmęczony sytuacją w Gotham, który wkrótce zostanie ojcem i zmaga się ze świadomością, iż Gotham nie jest miejscem na zakładanie rodziny. Gordona o wielu obliczach świetnie zagrał Bryan Cranston. Zgorzkniały, ale i charyzmatyczny. Skrzydeł rozwinąć nie mógł za to Ben McKenzie jako Bruce Wayne/Batman, którego w adaptacji jest chyba jeszcze mniej niż w pierwowzorze, albo po prostu takie wrażenie można odnieść w związku z szybkim tempem filmu. Przypadła mi do gustu różnica w głosie aktora odczytującego kwestie Wayne’a i Batmana, wyraźnie słyszalna, choć tak naprawdę delikatna. Szkoda tylko, że głos McKenziego wydał mi się zbyt “miękki” do człowieka, który walczy nie tylko z przestępcami i policją, ale także z własnymi słabościami.

Jako film animowany o superbohaterze Batman: Year One z pewnością kierowany jest do młodych ludzi, ale poruszane w nim tematy to także gest w stronę starszego czytelnika/widza. Na rzecz animacji nie wyparto się ważnych składników opowieści Franka Millera – mamy motywy prostytucji nieletnich, korupcji na wszelkich szczeblach władzy czy w końcu zdrady ciężarnej żony. Na plus w tym przypadku można zaliczyć wiele niedopowiedzeń, choć w innych przypadkach są one wpadką scenarzysty Taba Murphy’ego – wiele do życzenia pozostawia w kwestii wyjaśnienia współpracy policji z mafią, trudno też na przykład powiedzieć, w którym momencie Batman zaczyna ufać Gordonowi. Tego typu kwiatków jest więcej i naprawdę Year One przydałoby się kilkanaście minut więcej, aby nie pozostawiać zbyt wiele miejsca na swobodną interpretację.

Ciężko byłoby na ekran przenieść rysunki Davida Mazzucchelliego i dlatego dobrą decyzją była zmiana stylu graficznego. Dzięki niej postacie otrzymały o wiele więcej szczegółów, a przy tym na płynności nie ucierpiała animacja, która stoi na wysokim poziomie. I tak jak już wcześniej wspominałem, mamy do czynienia z adaptacją niemalże panel po panelu, więc niektóre ujęcia są praktycznie żywcem przeniesione z komiksu, przy okazji zachowując oryginalną kolorystykę. Zawodzą jednak niektóre sceny akcji, zwłaszcza z udziałem samochodów – w komiksie zostają one przedstawione tylko częściowo, resztę sobie sami dopowiadamy, a w filmie zostają one “dokończone” w sposób mocno nierealistyczny. To co sprawdza się w komiksie, nie zawsze dobrze wypadnie w animacji – tak też jest na przykład z finałem, któremu daleko do perfekcji. Trudno jest mi napisać coś ciepłego o muzyce Christophera Drake’a. Ale spróbujmy – nie przeszkadza. Niby jest klimatyczna, ale kompletnie nie wpada w ucho.

Batman: Year One przedstawia interesującą historię, z dobrze nakreślonymi postaciami, kilkoma znakomitymi scenami akcji (jak choćby starcie Batmana z jednostką specjalną policji), ale na ekranie nie wszystko wypada tak rewelacyjnie jak w komiksie. Szkoda, że zamiast skupić się na zrobieniu jak najlepszej produkcji, podjęto działania mające na celu jak najwierniejsze odtworzenie komiksu w formie animacji. Nie będę ukrywał, nie odczuwam pełnej satysfakcji po seansie Roku pierwszego, a raczej rozczarowanie. Jest dobrze, ale powinno być zdecydowanie lepiej.






Rządkowski Marcin
DVD Post Scriptum
Dla wszystkich tych którym mało Catwoman w Year One, przygotowano około 10-minutową krótkometrażówkę z kocicą w roli głównej. Jest akcja, seksapil i tym razem niezła muzyka Drake’a, czyli naprawdę miły dodatek. W Polsce zbyt prędko pewnie nie doczekamy się animacji DC na Blu-ray, dlatego znowu zestaw materiałów dodatkowych nie zadowala. Trzy sneak peeki, z których tylko ten poświęcony Justice League: Doom jest nowością to trochę mało. Chociaż jest lepiej niż poprzednio, właśnie dzięki krótkometrażówce z Catwoman. Z polską wersją językową bywa różnie. Lektor tylko z dźwiękiem 2.0, a w polskich napisach przydarzyło się kilka błędów, chociaż w zasadzie nic poważnego.










