Marvel zaryzykował decydując się na powierzenie roli reżysera The Avengers Jossowi Whedonowi. Świetnie sobie radził na polu telewizyjnym (Buffy, Angel, Firefly, Dollhouse), a nawet komiksowym (Astonishing X-Men, Runaways), ale najważniejszy projekt Marvela jest dopiero jego drugim filmem kinowym, który nakręcił.
Zadanie to było tym większe i trudniejsze, że najpierw Whedon musiał napisać scenariusz, w którym musiało znaleźć się miejsce dla kilku równie ważnych bohaterów. Bożyszcze geeków podkreśla, że w filmie drużynowym trzeba wyjaśnić dlaczego każdy konkretny bohater znalazł się w danym miejscu. Steve Rogers dopiero co znalazł się w tym świecie i to z nim najłatwiej jest się identyfikować. Twórcy filmu łączą go nawet z postacią Luke’a Skywalkera, podczas gdy takim avengersowym Hanem Solo jest Tony Stark.
Czy trudno było okiełznać plan z taką ilością ważnych aktorów? Zdawałoby się, że atmosfera może być gęsta od gwiazdorzenia, ale według reżysera The Avengers tak nie było – wszyscy byli względem siebie niezwykle uprzejmi i w dodatku zaczęli sobie ufać nawzajem, a dzięki kilku głównym rolom, presja została rozłożona na więcej osób.
Źródło: CBM











