Najwyraźniej w Warner Bros. dominuje przekonanie, że skoro na markę Green Lantern wydano ogromne pieniądze, to głupio byłoby w połowie drogi się poddać i zrezygnować z sequela, pomimo tego, że sam film wypada w Box Office mizernie, biorąc pod uwagę koszty jego produkcji i promocji.
Jeff Robinov od spraw związanych z filmem w WB uważa jednak, że na otwarcie w USA Green Lantern sprawił się całkiem nieźle, co oznacza, że potencjalna widownia jest. Sequel według niego powinien być mroczniejszy, a nacisk powinien zostać położony na akcję. Wyraził on również potrzebę znalezienia równowagi pomiędzy czasem spędzonym w filmie na Ziemi a kosmosem. Gotowy jest już nawet zarys scenariusza drugiej części Green Lantern, ale wiele osób w WB jest za tym, aby go poprawić, a część chce rozpocząć nad nim prace całkowicie od zera. Zgodność jest natomiast co do jednego – jeżeli Green Lantern 2 otrzyma zielone światło, to jego reżyserem na pewno nie będzie Martin Campbell, nawet jeżeli jego kontrakt zawiera opcję sequela.
Robinov ciągle wyraża zainteresowanie filmem o Justice League, ale wcześniejsze informacje o możliwej premierze w 2013 roku okazały się przedwczesne. Na razie sytuacja na polu kinowym DC/WB wygląda tak, że za rok zobaczymy The Dark Knight Rises, za kolejnych 12 miesięcy Man of Steel, a w 2014 roku być może drugą szansę dostanie Green Lantern albo Flash, którego scenariusz według Robinova jest solidny. Nie wiadomo tylko czy te spekulacje nie są przypadkiem tylko próba wywarcia w ostatniej chwili jak największego zainteresowania Green Lantern.
Źródło: Los Angeles Times










DC i WB brak odpowiedniego podejścia przy ekranizowaniu komiksów.
Wystarczy popatrzeć na takie Marvel Studios, którzy nie tylko zekranizowali Iron Mana, Hulka, Thora, Kapitana Ameryka ale tez umieścili ich w jednym uniwersum.