The Avengers: Earth’s Mightiest Heroes, Sezon 1

Tytuł: The Avengers: Earth’s Mightiest Heroes, Sezon 1
Produkcja: USA, 2010-11 r.
Ilość epizodów: 26
W głównych rolach: Eric Loomis, Brian Bloom, Rick D. Wasserman

Pilotażowe epizody utarły drogę jaką wybrali twórcy kreskówki The Avengers: Earth’s Mightiest Heroes – zrobić serial nie tylko dla młodych chłopców, ale również dla fanów Marvela. Cała reszta już tak zadowolona z tej produkcji nie będzie, ale o tym już za chwilę.



Drużyna Avengers zawsze była tworzona w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. Tak było w komiksach ze świata 616 i Ultimate, tak też zapewne będzie w filmie Jossa Whedona. Nie inaczej było więc w The Avengers: Earth’s Mightiest Heroes – superbohaterowie tacy jak Iron Man, Thor, Wasp, Ant-Man i Hulk łączą siły, gdy dochodzi do ucieczki z więzień najpotężniejszych superzłoczyńców. Wobec tego bohaterowie postanawiają stworzyć zespół i razem złapać uciekinierów. To nie wszystko – dodatkowe zagrożenia zaczynają nadchodzić z Asgardu i kosmosu.



Konstrukcja pierwszego sezonu okazał się dziwaczna – pilotażowe epizody nie były pierwszymi odcinkami z chronologicznego punktu widzenia. Zaraz po nich nastąpiła emisja pięciu odcinków, składających się z mini-epizodów, których akcja rozgrywa się przed wydarzeniami z Breakout. Z marketingowego punktu widzenia jest to zwycięstwo Marvela i Disney XD, bo była to o wiele bardziej efektowna historia od tych znanych z mini-epizodów, ale cała sytuacja mogła wywołać lekki niesmak.



Fabuła kolejnych odcinków koncentruje się przede wszystkim na walkach. Relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami dotyczą właściwie tylko tych spraw odnoszących się do starć z villainami. To typowa kreskówka dla młodych chłopaków, gdzie dobrzy naparzają się ze złymi. Więcej czasu powinno się poświęcić na życie prywatne bohaterów i ich motywacje. Nie mamy tutaj praktycznie żadnych dylematów, a fabuła prowadzona jest w sposób przewidywalny. Brakuje także nutki dramatyzmu – co i rusz dzieją się straszne rzeczy jak przemiana ludzi w potwory czy inwazja obcych, ale skutki tych wydarzeń zwykle są znikome. Scenarzyści zawiedli również z dialogami – są one sztampowe i zalatujące banalnym humorem.



Zdecydowanie na plus serialu należy zaliczyć rozwijanie kilku wątków w trakcie trwania całego sezonu (Loki, Kang, Hydra, Ultron, Masters of Evil) – w większości wypadków uniknięto sytuacji, kiedy następujące wydarzenia są efektem widzimisie twórców, tylko zwykle mamy w miarę logiczny proces przyczynowo-skutkowy. W moim przekonaniu najlepiej wypadły odcinki poświęcone S.H.I.E.L.D. i Hydrze. Wydały mi się bardziej frapujące od pozostałych z całą taką szpiegowsko-terrorystyczną otoczką. Warto też zwrócić uwagę na dwuczęściowe Gamma World – momentami fajny “dziecięcy” horror, przypominający mi Dead Space.



Początkowy skład Avengers to Iron Man jako lider, a także Ant-Man, Hulk, Wasp i Thor. Później dochodzą do nich także Kapitan Ameryka, Hawkeye i Black Panther. Siłą zespołu jest jego różnorodność, nawet pomimo tarć pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Zwłaszcza uwidocznione zostały konfrontacje Hulka z Thorem i Iron Mana z Kapitanem Ameryką. Pochwalić twórców należy za to, że każdy z bohaterów jest wyjątkowy, a wkurzać momentami może tylko Wasp, choć zwykle ona zapewnia komediowe aspekty serialu.



Mój faworyt to oczywiście Hawkeye, dla którego niczym niezwykłym nie jest działanie w pojedynkę, ale i kooperacja wychodzi mu całkiem nieźle. W jego przypadku problemem może być przez większość odcinków niekończąca się ilość strzał, ale jego urok pozwala nam o tym zapomnieć. Iron Man jako lider to nie do końca udany pomysł, w końcu to postać trochę podobna do swojego filmowego odpowiednika – odpowiedzialność nie zawsze znajduje się u niego na pierwszym miejscu. Co innego Cap, ciągle działający na rzecz innych. Wszyscy jednak pozytywnie wywiązują się ze swoich ról i to jest najważniejsze.



Samych postaci jest dużo, dużo więcej, o czym zresztą wspominałem już przy recenzji pilota. I to nie tylko tych związanych z Avengers jak choćby Black Widow – gościnnie pojawia się na przykład Fantastyczna Czwórka. Całkiem sprytnie wykorzystano kilku mniej znanych złoczyńców jak choćby Grim Reaper. Żeby było mało to większość wydarzeń z serialu jest inspirowanych historiami z komiksów. Kilka przykładów – ucieczka z więzienia jako powód do zmontowania zespołu może kojarzyć się z początkiem New Avengers; oryginalnie Avengers zebrani zostali, kiedy Loki przejął kontrolę nad Hulkiem, a tutaj to Enchantress zabawia się z jego umysłem. W każdym odcinku fani dojrzą mnóstwo znajomych elementów.



Jeśli chodzi o techniczne aspekty serialu to jest średnio – design bohaterów jest poprawny (choć zdarzają się mniejsze lub większe wpadki – patrz włosy Wasp), starcia efektowne jeśli tylko nie trwają zbyt długo, a dobór i spektrum lokacji może imponować (Asgard, Cube, Wakanda, Avengers Mansion, tajna baza Hydry czy statek Kanga). Nieźle sprawdza się też udźwiękowienie – główni bohaterowie brzmią jak należy z Ericiem Loomisem (Tony Stark) lekko imitującym Roberta Downeya Jr. na czele. Nie jestem przekonany co do muzyki – w serialu sprawdza się nieźle, podczas walk mamy dynamiczniejsze bity, a gdy trzeba jest bardziej sentymentalna. Ale po obejrzeniu odcinka wypada ona z pamięci.



Moja ocena nie zmienia się od czasu recenzji dwóch pierwszych epizodów – jest to przeciętny serial, miewając wzloty i upadki, ale fani komiksów Marvela odnajdą w nim swoich ulubionych bohaterów, często w doskonale im znanych sytuacjach. Obawiam się tylko, że osoby dla których Wonder Man nic nie znaczy raczej nie wciągną się w tę kreskówkę. Ale na dzień dzisiejszy ocena jest jaka jest i czekamy na drugi sezon, a w nim więcej zagrożeń z kosmosu.

★★★★☆☆

Rządkowski Marcin


  • Facebook
  • Blip
  • Gadu Gadu
  • Grono
  • Wykop.pl
  • Nasza Klasa
  • Twitter
  • My Space
  • Del.ici.ous

1 Komentarz

  1. Z większością recenzji się zgadzam. Tutaj DC i Marvel się miały zetrzeć w pojedynku tytanów – Avengers kontra Young Justice, Disney XD kontra Cartoon Network (a największą oglądalność nadal ma Nickelodeon…)! No, prawie jak Thor vs Green Lantern. Tymczasem z obu stron wyszło poniżej oczekiwań (Young Justice jeszcze ma czas żeby się wyrobić, ale wątpię).
    Zgadzam się z oceną strony technicznej, kwestii rozwinięcia poszczególnych wątków i muzyki. Nie do końca za to odpowiada mi ocena bohaterów.
    Są płascy. Najbardziej chyba Cap, ale za kompletnie schrzanioną postać uważam przede wszystkim Iron Mana. To nawet nie to, że on się nie nadawał. Co odcinek prawie każdy z grupy mu pokazywał, że jest bardziej kompetentny w jakimś zakresie. Żaden z herosów jednak nie miał wystarczająco… nie wiem, osobowości, aby zainteresować. Na dłuższą metę nawalanka też nudzi.
    Wasp to irytujące, małe coś. Wolałabym żeby żadnej kobiety nie było w drużynie niż żeby było tam to pseudo-anime-dziwnewłosy-niemamcharakteru-marudzę-coś. Pozostaje poklepać feministki ze współczuciem po ramieniu i przypomnieć, że jest jeszcze kanciasta Scarlet Johansson i Ms Marvel.
    Co dodatkowo irytuje mnie to fakt, że Avengers mają bezpośrednią konkurencję w DC, także ze strony animowanej. Seria ekipy pana Timma się sprzedała, jest oceniana dobrze, Marvel robi analogię, wychodzi nam smutna, bo niedbała próba podbicia serc fanów. To trochę boli.

Odpowiedz

Załóż konto, żeby nie podawać swoich danych za każdym razem. Zalogowani użytkownicy nie muszą też czekać na akceptację komentarza przez moderatora.