Dziś słów kilka o tytułach filmów komiksowych, które nierzadko odgrywają kluczową rolę w procesie promocji danego filmu. Nie będę się znęcał nad występującym w Polsce zjawiskiem nie tłumaczenia, a zwykłego zmieniania tytułu w związku z chęcią dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców, ale podzielę się swoimi uwagami w bardziej globalnym ujęciu problemu.
Kilka tygodni temu pojawiła się informacja, że w Rosji, Ukrainie i Korei Południowej film Captain America: The First Avenger zostanie pozbawiony pierwszego członu. U nas w kraju również będziemy mieć strasznie dziwny tytuł będący polsko-angielską hybrydą, ale przynajmniej pozostawiono informację o Kapitanie Ameryce. A czy w tych trzech krajach ludzie aż tak bardzo nie lubią Kapitana Ameryki? Źle się kojarzy? Ale czy przypadkiem marketingowcy nie zapomnieli, że Kapitan Ameryka to wartość sama w sobie? Przecież po to wielkie wytwórnią decydują się na kolejne filmy bazujące na książkach, komiksach czy grach komputerowych, aby przyciągnąć ludzi znających daną markę. A tutaj mamy do czynienia z chowaniem głowy w piasek.
Po rozum do głowy w odpowiednim czasie poszli twórcy filmu Dylan Dog: Dead of Night, którego tytuł początkowo nie zawierał w sobie nazwy głównego bohatera, rozpoznawalnego w wielu miejscach na Ziemi. Komiksy Tiziano Sclaviego miały się rozejść w więcej niż
60 milionach egzemplarzy na całym świecie, a początkowo promowano film jako Dead of Night. Na rynkach międzynarodowych byłoby to zwyczajne strzelanie ślepakami, a teraz choć wydaje się, że i tak ta adaptacja nie zarobi zbyt wiele, to jednak ma większe szanse na zaistnienie w świadomości widzów.
A jednak będzie odrobinka o Polsce – bo u nas ostatnio jest tak, że jak w tytule filmu mamy 3D, to można zakładać, że zobaczymy daną produkcję tylko w trzech wymiarach. Nie znęcał bym się nad tym za bardzo, gdyby nie fakt, że w dużej mierze dotyczy to konwersji, które zdecydowanie wolałbym zobaczyć tak jak zostały nakręcone. A tak będzie mieć m.in. Thora 3D i Priesta 3D, a także Transformers 3D, choć ten film przynajmniej został stworzony z myślą o 3D. W ogóle temat 3D będzie powracał jak bumerang, zwłaszcza że filmy w 3D ostatnio wcale tak dobrze sobie finansowo nie radzą i być może pojawia się światełko w tunelu, że ukrócony zostanie proceder przerabiania wszystkiego pod 3D.









