Tytuł: Jonah HexProdukcja: USA, 2010 r.
Reżyser: Jimmy Hayward
W głównych rolach: Josh Brolin, John Malkovich, Megan Fox
Wpływy z kin – 10 milionów dolarów przy budżecie na poziomie 47 milionów (oficjalnie). 13% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes (7% w przypadku najważniejszych krytyków). 4.6 – średnia not na portalu IMDb. Ale statystyki często kłamią. Podobnie jest w przypadku Jonah Hex – to film gorszy niż mogłoby wynikać z powyższych danych.
Nie mam pojęcia jak to się stało, że Jonah Hex w ogóle trafił do kin – jest to produkcja, która co najwyżej zasługuje na dystrybucję DVD. Jeśli ktoś uważa, że The Losers jest filmem złym, to powinien właśnie zobaczyć obraz Jimmy’ego Haywarda. Był to jego pierwszy aktorski film kinowy i zapewne ostatni. Interesujące nazwiska w obsadzie nie pomogły filmowi właśnie ze względu na zadziwiający brak umiejętności reżysera i pociachany scenariusz. W pewnych momentach film sprawia wrażenie, jakby tego scenariusza tak naprawdę nie było.
Można przypuszczać, że Mark Neveldine i Brian Taylor nie wyreżyserowali tego filmu, ponieważ celowali w film brutalny, który z pewnością otrzymałby R-kę. Jednak producenci i wytwórnia mieli inną wizję – postanowili zrobić film dla dzieci, co kłóci się z fabułą, opowiadającą o człowieku przepełnionym żądzą zemsty. Jednak przemocy tutaj właściwie nie uświadczymy – w kluczowych momentach mamy cięcia (we wcześniej wspominanym The Losers nie mieli
problemów z pokazywaniem zabójstw mimo kategorii PG-13), a w przypadku wszelkich potyczek zastosowany został chaotyczny montaż, przy którym filmy Michaela Baya wydają się być wolne jak żółwie i przejrzyste jak woda.
Niestety równie kiepsko jest, kiedy tempo siada i przechodzimy do dialogów. Nie ma ich wiele, są w dużej mierze nudne i nie mówią nam zbyt wiele o postaciach tego “dramatu”. Historii opowiadającej o żołnierzu, którego rodzina zostaje zamordowana przez jego byłego dowódcę. Kiedy nasz bohater, Jonah Hex, dowiaduje się, że morderca jego żony i dziecka jednak żyje, postanawia raz na zawsze go uśmiercić. W międzyczasie mamy we wszystko jeszcze wplątaną intrygę z próbą zrujnowania uroczystości z okazji Dnia Niepodległości, ale niemal na każdym kroku czuć, że coś z filmu zostało wycięte. Zresztą czas trwania Jonah Hex mówi o wszystkim – niecałe 80 minut.
Wydawałoby się, że nazwiska znajdujące się w obsadzie mogą poprawić jakość filmu, ale nic z tych rzeczy. Josh Brolin nigdy wcześniej chyba nie był aż tak drewniany, John Malkovich już wcześniej miewał słabsze występy, a Megan Fox tutaj praktycznie nie występuje, a kiedy jest na ekranie, to tylko po to, aby ładnie wyglądać. Nie wykorzystano również potencjału innych utalentowanych osób – jak Michaela Fassbendera, Willa Arnetta czy Lance’a Reddicka.
Więcej można było również oczekiwać po stronie technicznej filmu, w tym wszelkich efektach specjalnych, ale najgorszy moment w całym filmie, to tragiczna animacja służąca do opowiedzenia historii Jonah Hexa po tym jak stracił rodzinę. Nie wiem jak ktoś mógł się zdecydować na umieszczenie tak tragicznie zrealizowanej animacji do filmu. Najwyraźniej potrzebowali jednak wydłużyć go o jakieś 2 minuty, bo właściwie ciężko powiedzieć w jakim celu została ona wprowadzona. Problem to również samo DVD, które nie prezentuje zadowalającej jakości obrazu – ale ten sam problem dotyczy
również innych produkcji WB. Po prostu jest to ich sposób na przekonanie ludzi do przesiadki na Blu-ray. Dodatkowo na płycie zamieszczone zostały usunięte sceny (trwają razem około 5 minut), które jednak są raczej nudne i nie wpływają na odbiór całości. Lektor czasami wydaje się za bardzo wczuwać w konkretną rolę, zamiast czytać wszystko beznamiętnym głosem, ale generalnie z polską wersją wszystko jest w porządku – oczywiście nie zabrakło również napisów.
Jonah Hex nie jest najgorszym filmem bazującym na komiksach DC w historii, bo na tym polu chyba nikomu nie uda się przegonić Catwoman, ale nie zmienia to też faktu, że obraz Jimmy’ego Haywarda to spory koszmarek. Gdyby poważnie potraktowano postać Jonah Hexa i nie starano się z niego robić superbohatera z nadnaturalnymi zdolnościami, a z filmu pseudo-westernu dla dzieci, to może i by coś dobrego z tego powstało. A tak mamy chaotyczną produkcję okraszoną równie chaotyczną muzyką i w pewnym momencie okazuje się, że króciutki czas trwania filmu jest tak naprawdę błogosławieństwem.






Rządkowski Marcin










Mark Neveldine i Brian Taylor to słabi scenarzyści i reżyserzy więc nawet gdyby reżyserowali Jonaha Hexa to i tak niewiele by dało
.
.
Z resztą Ghost Rider 2 pokaże umiejętności reżyserskie tych panów
Nie oglądałam Catwoman, ale powątpiewam, czy udało jej się chociaż musnąć swymi pazurkami dno, jakie wykopał za pomocą swego plastikowego czerepu Steel. Ale recka mi się spodobała, aż wzmogła mą ciekawość tym filmem, który może pokaże, że lata 90. w historii adaptacji komiksowych się jeszcze nie skończyły. ^^
a właśnie,że nie Catwoman jest lepszym filmem od Hexa przynajmniej dało się obejrzeć ją do końca bez większej zadyszki, a Hex porażka na całej linii fabuklarne dno, oby jak najmniej takich adaptacji;/