Jonah Hex (2010) #2

Tytuł: Jonah Hex
Produkcja: USA, 2010 r.
Reżyser: Jimmy Hayward
W głównych rolach: Josh Brolin, John Malkovich, Megan Fox

Dziurawy Western

Po seansie Jonah Hex trudno oprzeć się wrażeniu, że film ten został spisany na straty zanim padł pierwszy klaps na planie zdjęciowym. Tym bardziej dziwi mnie, że obraz ujrzał światło dzienne, a logo WB dumnie pojawia się podczas pierwszych ujęć filmu reżyserowanego przez Jimmy’ego Haywarda, jakby tym samym chciano wmówić widzowi, że czeka go nie lada gratka filmowa. Gratka jest, powodu do dumy nie ma żadnego.

Fabuła filmu nie jest skomplikowana. Główny bohater, Jonah Hex (Josh Brolin), łowca nagród o specjalnych uzdolnieniach – mocach, musi ocalić USA przed złym, byłym już, dowódcą wojsk konfederackich Quentinem Turnbullem (John Malkovich), w którego ręce wpadła broń zagłady zdolna niszczyć całe miasta. Hex zgadza się wypełnić misję ponieważ ma osobiste porachunki z Turnbullem (ten okaleczył Hexa i zabił jego rodzinę).

Najnowszy film twórcy Horton słyszy Ktosia to kino dynamiczne, ani na chwilę niezwalniające tempa, pełne wybuchów, strzelanin i pościgów. Taki stan rzeczy z pewnością nie wynika z pomysłu reżysera, lecz z cięć jakie zafundowali temu obrazowi producenci. W dodatku filmowi towarzyszy mocny, rockowy motyw muzyczny, który bardzo przeszkadza w odbiorze tego obrazu. Na szczęście udany montaż trzyma całość w ryzach.

Obraz trwa nieco ponad 70 minut, z napisami końcowymi 80 i już czas filmu uzmysławia nam jak ciężką drogę musiał przejść Hex by trafić do kin, tudzież prosto na DVD. Z filmu zostało usuniętych przynajmniej 15 minut materiału i można się tylko domyślać co było tego powodem. Największy problem leży w scenariuszu i postawie producentów. Jonah Hex został dopuszczony do realizacji z myślą o wykorzystaniu wysokiej koniunktury komiksowej w kinie. Widmo finansowej klapy zajrzało producentom w oczy i zmusiło ich do drastycznych cięć, które prawdopodobnie jeszcze bardziej zaszkodziły komiksowemu kowbojowi wyjść obronną ręką z tego zamieszania.

Niestety nie postarano się też o odpowiedni dobór aktorów. Josh Brolin wypadł bardzo nieprzekonująco w roli zgorzkniałego, mrocznego kowboja. Kapelusz mu nie przystoi, a rewolwer wyraźnie ciąży. To po prostu za „czysty” aktor do takiej roli. Jedynie dobre dialogi, jakie zostały dla niego napisane, pozwalają znieść jego obecność na ekranie. Za to John Malkovich nie dostał niczego dobrego do pokazania, tym samym jego gra jest zupełnie bezpłciowa. Bohater przez niego grany niemal za każdym razem, gdy pojawi się na ekranie, kogoś zabija. A wydaje się być najciekawszą postacią tego filmu, niestety nie otrzymał odpowiedniej ilości czasu ekranowego, by można zrozumieć jego brutalną postawę. Partnerująca im Megan Fox jako prostytutka wygląda świetnie, być może nawet pominęła się z powołaniem.

Jonah Hex jest najlepszym przykładem jak filmów nie robić. Można zgodzić się co do jednego, jak ktoś napisał – „to western inny niż wszystkie”. Rzeczywiście inny, bez leniwej akcji, pięknych widoków, grzejącego słońca, z kowbojem obdarzonym mocą rozmawiania z umarłymi, z animowaną wstawką, która pojawiła się w filmie tylko po to by jak w najszybszy sposób przedstawić wydarzenia, które z braku czasu, bądź pomysłu nie mogły w inny sposób w nim zaistnieć.

Można tylko żałować zmarnowanego potencjału, który mimo wszystko gdzieś tam tkwił w tym scenariuszu. Winę za ten nieudany projekt ponoszą wszyscy, którzy się w niego zaangażowali. Z pewnością ekranizacja komiksowych przygód Jonah Hexa nie powinna ujrzeć światła dziennego, tylko trafić prosto na jakąś półkę, znajdującą się gdzieś w odmętach studia Warner Brothers. Być może po latach, gdyby jakaś kopia wyciekła do Internetu, widzowie stwierdziliby, że ten film wcale nie jest taki zły…

★★☆☆☆☆

Dawid „Havok” Śmigielski


  • Facebook
  • Blip
  • Gadu Gadu
  • Grono
  • Wykop.pl
  • Nasza Klasa
  • Twitter
  • My Space
  • Del.ici.ous