W pięć minut cały film

Comic-Con przyniósł multum informacji dotyczących komiksów, gier, filmów i całego światka popkulturowego made in USA. Dla mnie najistotniejszym wydarzeniem jest zaprezentowanie pięciu minut fragmentów z ekranizacji Thora, pięciu minut, które nie zmienią świata ekranizacji komiksowych.

Pięć minut Thora powinno być ekscytującym wydarzeniem, o którym będzie się jeszcze długo dyskutować wśród fanów ekranizacji komiksowych podczas letnich wieczorów. Powinno, ale nie jest. Nie jest dlatego, że pokazano za dużo i w gruncie rzeczy nie ma już o czym dyskutować. Wiemy już jak Loki i Thor wyglądają w hełmach, zobaczyliśmy Destroyera, usłyszeliśmy „Stark”, agent Coulson znów nas odwiedził, co powoli staje się irytujące, a fabuła filmu została podana na tacy.

Marvel się promuje i nie można się temu dziwić, robi to co każda poważna firma powinna – zarabia pieniądze. Ale dlaczego kosztem fanów? Obejrzałem ten zlepek fragmentów i już w ogóle nie czekam na 11 Maja. Nie podniecam się na myśl, że tego dnia zobaczę kolejnego komiksowego bohatera na złotym ekranie. Bo ten film już mnie niczym nie zaskoczy. Może być kiepski, może być genialny, ale niczym nie zaskoczy. Nie wzdrygnę się na fotelu kiedy zobaczę Destroyera i już nie uśmiechnę się na widok agenta Coulsona. Nie będą mnie też bawiły odniesienia do Starka. Bo już od premiery Iron Mana wiadomo, że zawiązanie wspólnego uniwersum będzie opierało się na epizodycznych występach, scenach po napisach końcowych, wymienianiu nazwisk innych bohaterów. To staje się nudne.

Taki też może być Thor – nudny. Trailer z Comic-Conu jest niemal identyczny jak zwiastun do Iron Mana 2. Zdradził nam wszystko i tak jak druga odsłona przygód Tonny’ego Starka, Thor niczym nas nie zaskoczy, chyba że jeszcze krótszym końcowym pojedynkiem między głównymi przeciwnikami, o ile można nakręcić jeszcze coś krótszego od sceny pojedynku w ostatnim obrazie Jona Favreau. Może tak powinny wyglądać teraz trailery, pokazujemy wszystko co najlepsze, tzn. wszystkie wybuchy, ciosy, pocałunki, wrzaski i krzyki, a całą resztę przejmują spece od reklamy. Oczywiście nie tylko Marvel tak czyni, żeby nie szukać daleko, wystarczy przypomnieć sobie zwiastun do Mrocznego Rycerza, którego druga połowa jest niemal cała pomarańczowa od ilości ukazanych scen, w których rolę pierwszoplanową gra ogień. Ekranizacje komiksów superbohaterskich to nie tylko „ciągłe” filmy akcji ala ostatnie produkcje Stevena Seagala , to kino, które nieraz stawia bardzo ciekawe pytania dotyczące kondycji świata nas otaczającego, a akcja wcale nie przytłacza obrazu (wyjątkiem jest Mroczny Rycerz).

Dlatego nie lubię dzisiejszych trailerów, które odsłaniają wszystko co najlepsze, a głęboko gdzieś mają fana, który czeka kilka lat by na wielkim ekranie zobaczyć zbroje Mark 5 czy Destroyera, a niestety to na co czekał widzi w małym okienku na monitorze swojego komputera. Można nie oglądać, unikać, wzbraniać się aż do premiery, tylko czy to jest w ogóle możliwe?


  • Facebook
  • Blip
  • Gadu Gadu
  • Grono
  • Wykop.pl
  • Nasza Klasa
  • Twitter
  • My Space
  • Del.ici.ous

Komentarze: 2

  1. Ja to wszystko rozumiem. Chwała Mrocznemu Rycerzowi, że nie pokazał Twarzy Harveya już po wypadku. Przeciek, przeciekiem, nie które przecieki są mile widziane, po tych pięciu minutach wiesz jaki już będzie wyglądał oficjalny trailer. A gdybym był jednym z fanów w San Diego? Według mnie powinno pokazywać się jedną nakręconą scenę, by móc zobaczyć jak aktorzy wyglądają w kostiumach, jak się poruszają, mówią… Nie potrzebuje jako fan widzieć, że Thor nie wyciągnie Mjolnira, nie potrzebuje oglądać fragmentów jego pojedynków i Destroera. A zwiastuny wcale nie zdradzały jak najwięcej, wystarczy sięgnąć po zwiastun do Supermana Richarda Donnera. Ja wiem, że wtedy wszystko robiło Się inaczej, ale to inaczej było również dobre skoro Superman był kasowym hitem. Teraz jest tyle wszystkiego “super” i już robi się trailery inaczej. Ale czy naprawdę widzowie to tacy durnie, że muszą najpierw wszystko zobaczyć, żeby pójść do kina? Trailery są po to by zachęcać, zachęcając oszukują. A w trailerze do Iron Mana jest pokazana zbroja Iron Mongera. Co do 300 to zdecydowanie można sobie obejrzeć trailer, szczególnie jak się chce obejrzeć ten film jeszcze raz.

  2. Kilka uwag ode mnie :P .

    Przede wszystkim nie powinniśmy narzekać na pięć minut Thora, a przynajmniej na to, że je zobaczyliśmy, bo to wina tylko jakiejś niefajnej osoby, która dokonała przecieku. Marvel nie chciał, aby to trafiło do internetu i trudno się dziwić – to był typowy materiał konwentowy, specjalnie dla fanów i stąd między innymi fragmenty z Destroyerem.

    Zwiastuny są od dawien dawna i zawsze zdradzały jak najwięcej. Akurat trailer Dark Knighta okazał się bardzo sprawny i nie zdradził wielu ważnych rzeczy i momentów. Przede wszystkim nie wskazywał na tak wielką rolę Harveya Denta. Zwiastuny obydwóch Iron Manów również nie pokazały wszystkiego – choćby zbrój głównych przeciwników. Jeżeli już podawać taki trailerek pokazujący dużo za dużo i wszystkie najlepsze sceny, to idealnym przykładem byłoby 300.

    I co mają spece od marketingu pokazać, żeby ludzie przyszli do kin? Najgorsze sceny z filmu? :P