Bałagan po Jonah Hex i The Losers?

Kiepskie wyniki finansowe Jonah Hex czy The Losers mogą siać zamęt w głowach decydentów wytwórni Warner Bros., która wyłożyła na ich produkcję pieniądze, ale czy ich klęska będzie miała jakikolwiek wpływ na kolejne produkcje, będące adaptacjami komiksowych historii? Myślę, że najlepszą odpowiedzią na tak zadane pytanie byłoby “i tak, i nie”, ale dużo się może jeszcze zmienić, nawet w tym roku.

Na The Losers nikt specjalnie nie liczył, o czym świadczyła choćby znikoma kampania marketingowa, ale przy budżecie na poziomie 25 milionów dolarów w Warnerze na pewno życzyli sobie choćby zwrot kosztów. A ten mógłby chyba nastąpić tylko przy wybitnie dobrej sprzedaży DVD i Blu-ray. Zresztą po ostatniej sprawie z piątym Harrym Potterem już nie wiadomo jak sobie zyski i straty w WB liczą, więc może nagle w przypadku filmu Sylvaina White’a dojdą do wniosku, że są na plusie. Za to na pewno do takiej sytuacji nie dojdzie w przypadku Jonah Hex – wynik tej adaptacji jest żenujący (kiepściutkie recenzje i 10 milionów dolarów w USA i Kanadzie), a budżet taki lichy znowu nie był – oficjalnie 47 baniek, ale mówi się raczej o kwocie mniej więcej na poziomie 65 milionów dolarów). To powoduje, że w Warnerze zastanawiają się, czy jest sens inwestować w mało znane postacie i komiksy. To może zaś prowadzić do tego, że do produkcji trafią tylko najbardziej znani superbohaterzy, a wciąż nie wiadomo jak poradzi sobie Green Lantern, choć w WB bardzo w niego wierzą i liczą, że będzie dla nich tym, czym dla Marvela stał się Iron Man.

Żeby jednak postawić sprawę uczciwie, to trzeba zadać sobie trud i spojrzeć na to jak generalnie prezentuje się amerykański Box Office w tym roku. A tutaj po prostu bardzo wiele filmów doznaje sromotnej porażki, mimo ogromnego budżetu, marki, znanych nazwisk czy drogiej promocji (Robin Hood, Prince of Persia, The Last Airbender, The A-Team, The Wolfman, Knight & Day). Nie wspominając o tańszych produkcjach, właśnie w stylu The Losers. Dlatego kiepskie wyniki finansowe nie są tylko problemem adaptacji komiksowych, ale generalnie całej branży. Choć z drugiej strony jak zwykle znajdzie się kilkanaście tytułów świetnie sobie radzących, ale chyba jednak więcej jest rozczarowań niż pozytywnych niespodzianek. Może zwyczajnie widzowie są w tym roku bardziej wybredni niż kiedykolwiek, biorąc pod uwagę m.in. kryzys finansowy czy dość wysokie ceny biletów.

Na więcej liczono również w przypadku Kick-Ass, który był filmem tanim i opartym na w zasadzie nieznanym szerzej komiksie, ale bardzo pozytywne recenzje zachęcały do wybrania się na niego do kina. Jednak obraz Vaughna swoje zarobił i sequel pewnie powstanie. To samo można powiedzieć o Iron Manie 2, który zrobił świetny wynik, ale mimo wszystko w Marvel Studios i Paramount Pictures nie mieliby nic przeciwko większym wpływom. Są to przykłady na to, że warto robić przede wszystkim dobre filmy – zupełnie różne budżety, ale obydwa spodobały się widzom. Dodatkowo w oczy rzuca się jeszcze jedna uwaga – zarówno Iron Man, jak i Kick-Ass (w przeciwieństwie do tegorocznych produkcji DC/Warner) okazały się wierne swoim komiksowym odpowiednikom i na pewno to też miało pozytywne odbicie w wyniku finansowym i przyjęciu tych filmów przez publikę.

W tym roku czekają nas jeszcze dwie adaptacje komiksowe – Scott Pilgrim vs. the World i Red. Jedna robiona z duchem oryginału, a druga z zupełnie innymi założeniami i klimatem niż komiksowy pierwowzór Warrena Ellisa. Patrząc na to co się do tej pory działo w 2010 roku, można założyć, że na plus wyjdzie Scott Pilgrim, a Red może dołować, ale film Summit Entertainment ma dwie szanse – świetną obsadę z nazwiskami, na które ludzie chodzą do kin, a także to, iż może się okazać, że powstanie naprawdę dobry film rozrywkowy. Wróżyć z fusów nie potrafię, więc nie napiszę, czy tak będzie, ale szanse zawsze są. O Scotta Pilgrima nikt się nie martwi – fantastyczne zwiastuny i osoba reżysera Edgara Wrighta powinny zapewnić nie tylko udany film, ale także odpowiednie wpływy do kas Universalu.

Ale co dalej? Czy planowane projekty nie zostaną zastopowane przez marne wyniki Jonah Hexa i The Losers? Właściwie martwić możemy się jedynie o tytuły z katalogu DC, które przynajmniej do premiery Green Lanterna zostaną raczej przyhamowane (oczywiście oprócz Supermana i Batmana). Jednak generalnie nic się w kwestii adaptacji komiksowych nie powinno zmienić – dwa filmy nie oznaczają, iż nagle zmienił się trend, a jedynie wskazują, że zostały popełnione pewne błędy przez WB. W dalszej perspektywie możemy być również całkowicie spokojni o najpopularniejszych superbohaterów – Spider-Man, X-Men czy Batman wciąż będą trafiać na wielki ekran, choć może z trochę mniejszą częstotliwością. Najlepszym testem na to, czy nieznany komiks może stać się chętnie oglądanym filmem będzie przyszłoroczna premiera Cowboys & Aliens – gdyby nie Jon Favreau i znane nazwiska w obsadzie, to pewnie mało kto do tej pory słyszałby o takim tytule, a tak jest szansa na zawojowanie Box Office.


  • Facebook
  • Blip
  • Gadu Gadu
  • Grono
  • Wykop.pl
  • Nasza Klasa
  • Twitter
  • My Space
  • Del.ici.ous