Tytuł: X2 (X-Men 2)Produkcja: USA, 2003 r.
Reżyser: Bryan Singer
W głównych rolach: Patrick Stewart, Ian McKellen, Hugh Jackman, Brian Cox
X-Men to jedna z najlepszych adaptacji komiksowych. A jak jest z kontynuacją?
Druga część przeboju o mutantach od samego początku serwuje nam szybką i ciekawą akcję. Film zaczyna się bowiem sceną ataku nieznanego mutanta na prezydenta. Później nie jest gorzej i kolejne wydarzenia oglądamy z zapartym tchem. Głównym wrogiem tym razem nie jest Magneto (który nawet pomaga X-Men), a człowiek, który ma jakąś przeszłość związaną z Wolverinem – William Stryker. Jego celem jest zniszczenie całej populacji mutantów. Oczywiście Magneto nie byłby sobą, gdyby nie miał swojego planu. W tle przewijają się też inne wątki, jak tolerancja wobec mutantów, czy kilka sytuacji miłosnych. To wszystko jest jednak doskonale poukładane przez Singera, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że czegoś jest za dużo lub za mało. Po prostu dostajemy dobrą akcję z pobocznymi wątkami, co razem tworzy naprawdę dobrą fabułę. Mimo iż mamy do czynienia z ekranizacją komiksu, a do tego sequelem, nie mamy wrażenia wtórności. Został za to zachowany klimat części pierwszej, co można uznać tylko na plus.
Po raz kolejny w filmie zatrudniono gwiazdy, gwiazdki i gwiazdeczki, te bardziej i mniej znane. Nestorzy, czyli Ian McKellen i Patrick Stewart stanowili klasę samą w sobie, jednak nie gorzej wypadli ich młodsi koledzy po fachu. Na uwagę zasługuje oczywiście spotkanie Magneto z Xavierem. Tak jak poprzednio, bardzo podobała mi się Anna Paquin. Zagrała tym razem nieco dojrzalszą Rogue, która próbuje pogodzić używanie mocy z kontaktami ze swoim chłopakiem – Shawnem Ashmorem, czyli filmowym Icemanem. W jego przypadku najbardziej podobała mi się rozmowa z rodzicami. Natomiast Hugh Jackman to urodzony Wolverine, ale to wiedzą chyba wszyscy. Jego popisowe sceny to rozmowy ze Strykerem oraz walka z Lady Deathstrike. Świetnie spisały się również Halle Berry i Famke Janssen, jako odpowiednio Storm i Jean Grey. Nie możemy też zapomnieć o Rebecce Romijn, która wcieliła się w Mystique. Genialnie zagrała osobę o nie tylko zmiennym wyglądzie, ale i charakterze. Z kolei główny antagonista w filmie – Brian Cox, czyli William Stryker, zagrał poprawnie bezwzględnego generała, który nie zawaha się wykorzystać nawet własnego syna do swoich celów. Ogólnie każdy z aktorów spisał się co najmniej przyzwoicie, nadając swoim postaciom unikalny charakter, podobny do tego jaki reprezentował w komiksie.
Muzyka towarzyszy nam przez większość filmu. Jest podobna do tej z części poprzedniej, dzięki czemu utrzymuje klimat poprzedniczki o czym już wspominałem. Przywołuje też na myśl serial animowany opowiadający o przygodach X-Men. Jednym z lepszych momentów, kiedy mamy z nią do czynienia jest chyba scena otwierająca film. Wielokrotnie słyszymy ją także podczas podróży odrzutowcem.
Od strony technicznej film jest zrealizowany perfekcyjnie, ale nie mogło być inaczej. Efekty specjalne są na najwyższym poziomie. Jedynie w kilku miejscach można dopatrzyć się jakichś „niedoróbek” (np. kiedy bohaterowie skaczą). Praca kamery jest dobra, nadążająca za akcją i niedenerwująca. Na uwagę zasługuje również charakteryzacja, zarówno komputerowa jak i ta tradycyjna, która wykonała naprawdę dobrą pracę tworząc przede wszystkim Mystique, ale również Nightcrawlera, Storm czy Jean Grey. Dobra charakteryzacja cieszy tym bardziej, że w tym filmie jest bardzo ważna.
Tak więc mamy do czynienia z perfekcyjną od strony technicznej i ciekawą fabularnie kolejną ekranizacją komiksów, którą śmiało możemy uznać za udaną. Część druga sagi jest chyba nawet nieco lepsza od pierwszej. Do obejrzenia przez wszystkich miłośników komiksu, a z pewnością innym też może się spodobać.






Zakrza









